baner12

     Państwo Janina i Tadeusz Góźdź przybyli do Grzywny z okolic Garwolina, po wojnie w 1946 roku . Wtedy jeszcze osobno, Pani Janina z Reducina , a pan Tadeusz z Chęcin. Ponad 70 lat życia, to sporo, wystarczająco , aby wspominać , aby zachować to, co się przeżyło, od zapomnienia. Wszyscy jechali na ziemie odzyskane w 1946 roku. Jechaliśmy w towarowym wagonie z całą rodziną, 1 krówka, jeden koń. W Urzędzie Ziemskim były informacje. Ziemię rozparcelowano. W Toruniu przyznawano akty własności. -My zamieszkaliśmy w pałacu w Grzywnie, na jednym pokoiku. Mieszkało tam 16 rodzin. Wszyscy żyliśmy w zgodzie, jedności. Dzieliliśmy się tym , co mieliśmy- wspomina pani Janina. Pan Tadeusz zaś przyjechał w Wielką Sobotę i mieszkał z rodziną w baraku , po pracownikach sezonowych. Chociaż dzisiaj trudno w to uwierzyć, mieszkało się razem ze zwierzętami. -Dwa lata trwało zanim zamieszkaliśmy w nowym domu. Tatuś postawił dom z drewna. Domy takie można było przenosić z miejsca na miejsce. Dziś te chaty po części zostały obmurowane i mieszkają w nich inne rodziny- mówi pan Tadeusz. Miejscowi mówili na nowo przybyłych bosantki. W stronach garwolińskich były lekki ziemie, często ludzie chodzili do kościoła na boso , stąd nazwa. Wtedy było jeszcze My- miejscowi i Wy- przybysze. - Pamiętam pranie. Pranie robiono kijankami przy stawie. Tutaj ludzie w majątku tego nie znali, więc przychodzili i podpatrywali jak to ludzie, kobiety piorą- wspomina pan Tadeusz. Nie było łatwo, nie było sprzętu, zboże koszono kosą, prace polowe wykonywano ręcznie. Dopiero kilka lat później były przydziały na ciągniki i sprzęt rolniczy. Ludzie szanowali tradycje , chociaż święta były skromne. Na Święta Bożego Narodzenia pieczono chleb, trochę ciasta. Strojono choinkę (choinka była żywa), wieszając na niej bombki, ciastka, cukierki , łańcuchy z bibułki i w własnoręcznie wykonane aniołki. Nie było snopka, tylko garstka siana i serwetka na sole. Opłatkiem dzielono się z rodziną i ze zwierzęami. Po domach chodzili dziady - herody, śpiewając kolędy za pieniądze i jajka. Na stole najczęściej pojawiały tradycyjne polskie potrawy : kapusta z grzybami, kluski z makiem, kompot z suszonych śliwek, gruszek, śledzie , które kupowano od Żydów, wędrujących z towarem po domach. Po kolędzie ludzie dawali księdzu owies lub inne zboże ( forma darowizny). Ciekawostką w obyczajowości wielkanocnej jest, to , że tutaj miejscowi nie znali święconek, Garwolińczycy wprowadzili święconkę. Jajka malowano farbami. W szynkę wkładano chrzan i dzielono się jajkiem z chrzanem, składając sobie życzenia. Śmigus dyngus był bardzo obfity. Chłopcy robili ręczne sikawki z drewna. Pan Tadeusz wspomina również, że na św. Szczepana (w okolicach Miastka) sypano w kościele owsem i kasztanami. Palmy były małe, ręcznie robione z brzeziny i bazi. Na Zielone Świątki, domy strojono tatarakiem wokół okien, drzwi, obsypywano ścieżki- tutaj tego nie ma. Chowano gałązki z Bożego Ciała, które miały chronić przed burzą. Każdą pracę na wiosnę rozpoczynano od Dnia Maryjnego- środa i sobota. Pan Tadeusz wspomina majowy zwyczaj święcenia pól ( w Garwolinie). Przywiązywano krowy blisko płota. Przez wieś ksiądz prowadził procesję , święcił inwentarz, pola. Procesja zatrzymywała się przy krzyżach i kapliczkach, odmawiano modlitwy. Śmierć budziła i budzi trwogę do dzisiaj. Zatrzymywano zegary, zasłaniano białym płótnem lustra. Zmarły leżał w domu 3 dni. Wieczorem odmawiano różaniec i śpiewano pieśni. Do trumny zmarłemu dawano różaniec , książeczkę, czasami mężczyźnie czapkę. Stypy były skromne, w domu z najbliższymi. Samobójców ciała ksiądz do kościoła nie wnosił , msza odbywała się bez zmarłego. Początek życia był radością w całej rodzinie. Poród odbierała akuszerka, w tym czasie wszystkie dzieci opuszczały dom. Nóżki noworodka owijano tzw. powijakiem, aby w przyszłości dziecko miało proste nogi. Czerwona kokardka miała chronić przed urokami. Imię dziecku nadawano najczęściej święte lub po przodkach. Co ciekawe chłopców do chrztu ubierano na różowo , a dziewczynki na niebiesko. Na chrzcie za główkę dziecka wkładano pieniążek - na szczęście. W uroczystości tej uczestniczyli tylko chrzestni. Wesele poprzedzały zmówiny. Swat z kawalerem , brali wódkę, którą zostawiali w krzakach i szli do rodziców panny młodej, jak doszło do udanych targów, to wódkę przynoszono. Na weselu wszyscy jechali w konie. Konie były pięknie przyozdobione kolorowymi wstążkami. Często ścigano się w konie przy tej okazji. Wybierano starszego drużbę i starszą druhnę. Każda panna miała kokardkę i kwiatek, jak pan młody przyjechał z kawalerami do panny młodej , to każda panna wybierała z tej świty chłopca, przypinała do koszuli kwiatek i to był jej wybraniec na całe wesele. Prezenty parze młodej dawano po oczepinach. Każdemu śpiewano zabawne przyśpiewki. Po oczepinach ktoś ściągał pod stołem pannie młodej but, który pan młody musiał który był kiedyś , ten pierwszy, zbudowany własnymi rękami pamięta się zawsze. W domu Państwa Góżdź ocalało wiele pamiątek z tamtych czasów: kołowrotek, pasiaki garwolińskie, mędlica. Dziękujemy za przekazanie eksponatów ( kołowrotka, mędlicy, pasiaka) do pracowni historycznej w Gimnazjum w Głuchowie, które wzbogacą dotychczasowe zbiory. Dzięki takim darom i gestom młodzież ma możliwość zapoznania się z dawną obyczajowością, kiedy praca ludzkich rąk była nie zastąpiona.

Obraz 1