baner12

      Nazywam się Maria Błażejczyk. Urodziłam się 10 listopada 1944roku w miejscowości Zwola powiat Garwolin. Przeprowadziłam się tutaj w wieku 12 lat. Cała rodzina mamy mieszkała na Pomorzu, więc ściągnęli tu również i nas. Duży wpływ na przeprowadzkę miał też oczekiwany tu dobrobyt, ponieważ w Zwoli mieliśmy niewiele ziemi uprawnej. Jechaliśmy w wagonie bydlęcym przez cały tydzień. Nasz majątek po przybyciu składał się z kilku kur, dwóch krów, jednego konia oraz żelaznego wozu. Na początku zamieszkaliśmy w Warszewicach u mamy siostry, czyli mojej ciotki. W tym okresie rodzice zaczęli stawiać drewnianą chatę. Po pewnym czasie zamieszkaliśmy w Bogusławkach. Sąsiedzi byli bardzo życzliwi i uprzejmi, a w szczególności państwo Zielińscy. Nawet udostępnili nam jeden pokój w swoim mieszkaniu i kuchnię. Z czasem wybudowaliśmy domostwo z cegły. Trudno było mi się przyzwyczaić do nowego otoczenia, szkoły, znajomych. Było wiele momentów, gdy tęskniłam za swoim dawnym domem. Musiałam dostosować się do otaczającej mnie rzeczywistości. Nowością dla mnie były organizowane dożynki, czyli święta kończące żniwa oraz często wypowiadane przez miejscowych słowo " jo". Chociaż minęło wiele lat pamiętam dobrze dzieciństwo spędzone w Zwoli. W święta Wielkanocne obowiązkowo gotowano barszcz czerwony oraz ćwikłę z chrzanem. W niedzielę Palmową robiono własnoręcznie palmy z bazi, trzciny i papierowych kwiatów. Jajka malowane woskiem były wkładane do skromnych i niewielkich święconek. W poniedziałek lano tylko wodę, na szczęście nie bito dyngusem. Natomiast w Boże Ciało w kościele znajdowały się cztery ołtarze, z których brano gałązki na urodzaj pól. Ważnym dla mnie wydarzeniem była Pierwsza Komunia Święta. Na przyjęcie nie zapraszaliśmy żadnych gości, tylko świętowaliśmy we własnym gronie. Do kościoła szliśmy z rodzicami. Każde dziecko w naszej parafii, gdy przystępowało pierwszy raz do Komunii Świętej otrzymywało obrazek od księdza. Również ja mam taki obrazek do dzisiejszego dnia. Suknie komunijne były różnorodne. Im bogatsze rodziny, tym piękniejsze suknie. Wigilia Bożego Narodzenia była wyjątkowym świętym. Pod obrus i w rogi izby wkładano siano. Niezwykłą atmosferę sprawiała żywa choinka. Niestety, nie było prezentów. Zawsze zostawiano jedno miejsce dla przybysza. Opłatkiem dzielono się również ze zwierzętami. Na tę wyjątkową kolację gotowano 12 potraw bezmięsnych m.in. : kapustę z grochem, pierogi różnego rodzaju, kluski z makiem, zupę śliwkową oraz grzybową itd. Wesela w moich rodzinnych stronach trwały bardzo długo, bo przez cały tydzień i odbywały się na podwórku. Zapraszano powyżej 100 osób. Zgodnie z zasadą "zastaw się, a postaw się" na weselu podawano jak najwięcej potraw np. wyroby swojskie, kiełbasy oraz alkohol, aby okazać gościnność.

Obraz 083

Dla urozmaicenia zabawy śpiewano bardzo dużo przyśpiewek:


1.Córuś moja gdzieś ty była
Coś trzewiczki tak zrosiła
W lesie byłam matulu(2x)

2.Myśmy także w lesie byli
Aleś my się nie zrosili
Rosa była matulu(2x)

3.Córuś moja coś ty piła
że ci się twarz zmieniła
piwo piłam matulu(2x)

4.Myśmy także piwo pili
aleś my się nie zmienili
mętne było matulu(2x)